-Hej, Hej Rose, obudź się proszę - usłyszałam nad głową. Powoli otworzyłam oczy i ku mojemu zdziwieniu dalej było ciemno, zmarszczyłam brwi i spróbowałam jeszcze kilka razy - dalej było ciemno. "Nie no popsuło się czy co?" pomyślałam, zawsze jak czytałam różne opowiadania to była sytuacja, że dziewczyna mdleje, potem się budzi, próbuje otworzyć oczy ale oślepia ją białe szpitalne światło, to głupie ale też tak zawsze chciałam, ach te dziwne marzenia Rose. Podniosłam powoli rękę, która okazała się być trochę za ciężka, opadła mi na twarz a ja przybiłam sobie facepalma. Ta ręka naprawdę była za ciężka! W miejscu gdzie wylądowała poczułam ciepłą ciecz płynącą powoli. Dotknęła kącika moich ust, więc oblizałam ją ustami - krew - pomyślałam.
-Och. Rose, obudziłaś się - usłyszałam męski głos w ciemności, chwilę mi zajęło żeby uświadomić sobie, że to Justin.
Spróbowałam powoli usiąść, wszystko mnie bolało, a szczególnie brzuch.
-Justin? Co się stało? Gdzie ja w ogóle jestem i czemu tu jest ciemno?Po obróceniu się o 180 stopni byłam twarzą w twarz z wielkim oknem które dawało trochę światła, ale nie dużo, ciemne zasłony wszystko pochłonęły.
Odsłonił je połowicznie, i pomieszczenie napełniło się blaskiem dnia. Wtedy dopiero zauważyłam, że moja prawa ręka jest w gipsie, ja leże w samym staniku a brzuch zakrywa mi bandaż.
-Aaa! - wydarł się Justin i podskoczył na mój widok - Boże, myślałem że zmyłem całą krew. Rzucił się do mnie z chusteczkami.
-Bo było tak ciemno... i ja chyba sobie coś tym gipsem zrobiłam, bo mi się... - głupio było mi to mówić, ale teraz wiedziałam czemu czułam wtedy krew.
-Spokojnie, po prostu trafiłaś w ledwo co zagojone zadrapanie - mrugnął do mnie, wstał i pomachał mi lekko czerwoną chusteczką przed oczami - i po dramacie - rzucił ją na stolik przede mną, gdzie leżała sterta podobnie skoloryzowanych chustek.
-Aaa co się właściwie stało? Bo pamiętam tylko ucieczkę przed Selenom.
-No, z tego co wiem, to cie nieźle pobiła, od razu przyjechał po ciebie karetka i zabrali cię do szpitala, założyli gips, potem się lekko rozbudziłaś i kazałaś im po mnie dzwonić, a gdy przyjechałem, znów zemdlałaś - uśmiechnął się widząc jak ja się rumienię - oj przestań, to było słodkie. Wiem jak nie lubisz szpitali więc namówiłem ich żebym mógł zabrać cię do siebie do domu, a właśnie jeszcze coś, przed wczoraj twoja mama dostała ważny telefon i pojechała z delegacją do Niemiec, wraca za tydzień..co tam jeszcze...mojej też nie ma, pojechała do dziadków i wraca w następną środę ale...
-Momencik, to ile ja właściwie ty leżę? - spytałam gubiąc rachubę czasu.
-W szpitalu byłaś tylko w poniedziałek, wieczorem cię stamtąd zabrałem czyli leżysz tu już cały wtorek i środę, dziś czwartek.
-Ahaa...a co ze szkołą?
-No twoja mama, Selena i dyrektorka już załatwiły sprawy z odszkodowaniami, ty masz dwa miesiące wolnego, a ja, no cóż mama mi powiedziała, że tak długo jak będziesz mnie potrzebować, nie muszę tam chodzić, moja mama bardzo cię lubi.
-Dzięki, a na co mi ten bandaż na brzuchu?- spytałam wskazując na materiał.
-Miałaś krwotok wewnętrzny, dlatego nie możesz się ruszać - mówiąc to wrócił mnie do pozycji leżącej. Przynieść ci coś? Dawno nie jadłaś - jak o tym wspomniał to faktycznie byłam głodna - a może ciebie gdzieś wynieść?
-Jak Ci się chce to możesz nad basen - wyszczerzyłam się, a on mnie bez problemu wziął na ręce.
-Idziemy tam? - wskazał na białe pufy nad basenem.
-Tak.
-Twoje ulubione miejsce - delikatnie posadził mnie na najniższym z foteli i wrócił do środka.
Zaczęłam rozglądać się do okoła zastanawiając się nad tym jaki ma piękny dom:
Salon
Ogródek
Cały dom
Z zewnątrz był śliczny
Nie zauważyłam, że Justin już wrócił, miał ze sobą dwa owocowe drinki, moje pieczone ziemniaczki - rany jak on mnie zna - i pizze dla siebie.
-Dzięki, ee Justin, czy nie zapomniałeś powiedzieć mi o jednej małej sprawie?
-Hee? - wydał z siebię pytający odgłos gdyż usta miał zapchane pepperoni -Jaaakiej - powiedział przelujac głowę do tyłu tak żeby mu pizza nie wypadła - komiczny widok.
-A wiesz, drobnostka, że DO CHOLERY JESTEŚMY W LOS ANGELES!!
-Kotek, mamy dwa miesiące wakacji - powiedział na pełnym luzie.
-A moje rzeczy? mama? Znajomi?
-Wyluzuj Ross, wszystko spakowałem, twoja mama się zgodziła a moja, ona też nie miała nic przeciwko.
-No dobrze - westchnęłam i wzięłam się za jedzenie ziemniaczków.
-Właśnie, posłuchaj, bardzo chciałbym cie przeprosić - spojrzałam na niego pytająco - wiesz, za to co wtedy mówiłem, że doprowadziłem cię do płaczu, to przeze mnie jesteś w takim stanie, powinienem był ci wierzyć, przepraszam - spuścił wzrok.
- Nie ma sprawy, rozumiem, przecież Selena to twoja dziewczyna, czym byłby związek bez zaufania, a to pobicie to nie twoja wina, nie jest niczyja poza Seleny. Cieszę się, że znasz prawdę.
-Twoja mama powiedziała mi o desce, bardzo mi przykro, to też moja wina, nie musiałem jej rzucać, zaoferowałem ci pomoc a rozwaliłem sprzęt.
-Taak, to akurat była twoja wina i dalej jest.
-Wiem, ale mam coś na przeprosiny - wstał i wszedł na chwilę do środka wrócił z czterema dużymi paczkami po dwie pod każdą ręką, zostawił je i po chwili wrócił podobnie, je też zostawił, i znów wszedł do środka, przede mną było już 8 wielkich paczek a on chyba poszedł po więcej, i rzeczywiście, wrócił jeszcze z czterema malutkimi paczkami i położył mi je przed nogi. Usiadł na jednym z foteli z największym uśmiechem jaki mógł zrobić i przyglądał mi się.
-No, otwieraj - pogonił mnie.
-Daj mi na chwilę telefon, najpierw muszę zrobić temu zdjęcie.
-Nie wygłupiaj się tylko otwieraj.
-Ok, ok już - zaczęłam od tych dużych. W pierwszej był nowy model podświetlonej nocnej deski - O Boże- powiedziałam wyjmując ją i patrząc jak na jakiś obiekt chwały - jak? Jak ty to zdobyłeś? Tego jeszcze nie ma w sprzedaży.
-Dla ciebie wszystko, otwieraj dalej - wziął ode mnie deskę i postawił ją przed sobą.
W następnych czterech były prześliczne świecące Long Board'y.
-Nie wiedziałem, który ci się najbardziej spodoba, to wziąłem wszystkie - ustawił je koło tamtej deski, a ja otwierałam dalej. W kolejnej była deska Extreme, również wylądowała koło tamtych.
W następnej zwykła deska, ale za to jaka piękna. A w ostatniej boski Mountain Board. Zawsze o takim marzyłam, ale nie miałam tyle kasy, żeby jakiś kupić, a one były strasznie drogie, zresztą jak każda dobra deska, nie wyobrażam sobie ile Justin na nie wydał.
Teraz zaczęłam odpakowywać mniejsze tam były kółka do desek 1, 2, 3, 4. Nie raz będąc z Justinem w sklepie zachwycałam się dokładnie tymi kółkami, ale niektóre kosztowały po 250 zł za komplet.
Oparłam się o fotel.
-I jak? Podoba się? - spytał niepewny.
-Czy mi się podoba? Ty się jeszcze pytasz? To najlepsze co ktoś w życiu dla mnie zrobił. Nie zwarzając na rozrywający ból brzucha rzuciłam się na niego i zaczęłam przytulać.
-Kocham Cie, kocham Cie, kocham Cie - mówiłam do niego.
-Ja ciebie też - odpowiedział całkiem poważnym tonem. Cofnęłam się trochę i na niego spojrzałam, zarumienił się, ja też.
-Jak przyjaciela - powiedziałam
-Tak...tak, ja też cie jak przyjaciółkę, to miałem...na myśli.
__________________________
Nie wiem czy ten rozdział ma jakiś sens, nie podoba mi się :/ ale co tam.
Proszę, komentujcie, do następnego :*


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz